sobota, 30 stycznia 2010
Pomnik z 21 857 żeliwnych figur na 30 hektarach pod Chęcinami, pierwszy etap - uzbrojenie terenu kosztem 11 milionów złotych. Tak chce upamiętnić ofiary mordu w Katyniu Fundacja "Pomnik Ofiar Katynia".
Za budową tego monstrualnego pomnika mordu polskich oficerów w Katyniu jest jak donosi gazeta.pl Związek Sybiraków, przeciw - Rodziny Katyńskie. Niestety lokalne też są raczej za. Po co budujemy ten pomnik? Trawestując klasyków: To jest pomnik na skalę naszych możliwości, my tym pomnikiem demonstrujemy jedność narodową i na złość ruskim zbudujemy taki duży, żeby go nawet z kosmosu zobaczyli. My tym pomnikiem odcinamy się Moskalom, wybijamy ząb antypolskości, odciskamy każdą toną żeliwnego postumentu. I robimy to, chociaż wiemy że Rosjanie nigdy nie przeproszą za Katyń tak jak byśmy chcieli - na kolanach. Tylko, co to ma wspólnego z szacunkiem dla ofiar i pamięcią o Katyniu?
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Władimir Putin wcale nie zdusił rosyjskiej demokracji, zrobili to jego liberalni poprzednicy - twierdzi w dzisiejszej "Europie" - dodatku i jedynym powodzie dla którego warto kupić czasem "Newsweeka" Stanisław Biełkowski. Biełkowski to popularny, medialny politolog który nie raz wbijał się na czołówki gazet, warto więc poświęcić jemu i jego poglądom skromną notkę. Co twierdzi naukowiec? 1) w Rosji nie ma demokracji, była w latach 1989-93, potem władzę przejęła antydemokratyczna oligarchia, kremlowska "Rodzina", której ostatnim wykwitem jest tandem Putin-Miedwiediew 2) liberałowie rosyjscy pokroju Anatolija Czubajsa nie byli zainteresowani systemem demokratycznym bojąc się przejęcia władzy przez nacjonalistów i/lub komunistów, którzy chcieli renacjonalizacji "sprywatyzowanego" przez oligarchię majątku państwowego. W związku z tym liberałowie władzy nie oddali. Wybrali interes sprywatyzowanej kasty a nie demokrację 3) rosyjskie ruchy liberalne w rodzaju "Solidarności" Niemcowa wcale nie są bardziej demokratyczne niż nacjonaliści czy komuniści 4) Miedwiediew będzie prezydentem do 2018 roku, a jego głównym celem jest "zalegalizowanie" rosyjskiej elity na Zachodzie 5) Wtrącanie się Rosji w sprawy sąsiadów ma podłoże: - wyjątkowej zaszłości historycznej (Abchazja), - ekonomiczne w obronie interesów nowej elity (Białoruś, Uzbekistan), albo właśnie kapituluje jako strategia stosunków z nimi (Ukraina) Rozumiem, że ideą "Europy" jest pokazywanie ciekawych głosów różnych mądrych ludzi z różnych rejonów Starego Świata, niemniej jednak pozostawienie poglądów Stanisława Biełkowskiego bez jakiejkolwiek kontry moim zdaniem zubaża bardzo ciekawe tezy politologa i pozostawia czytelnika bezbronnym. To ja trochę popolemizuję. 1) W Rosji demokracji nigdy nie było, jeśli przyjąć kryteria Bielkowskiego. Skoro za jej koniec uznać 1993 rok, jak proponuje autor artykułu w "Europie", czyli moment rozwiązania przez Jelcyna Rady Najwyższej to za początkową cezurę nie można przyjąć 1989 roku, kiedy istniały jeszcze instytucjonalne formy opresji państwowej jak aparat przemocy, cenzura etc. etc. Skoro 1993 to koniec, to 1989 nie mógł być początkiem. Jeśli jednak prześledzić trendy a nie zerojedynkowe istnienie (lub nie) demokracji to warto zauważyć, że aż do drugiej kadencji Borysa Jelcyna istniały niezależne od władzy media, a Wiktor Szenderowicz robił kabarety dla rosyjskich widzów telewizyjnych zamiast komentować poziom dowcipu politycznego w noworocznej szopce dla amerykańskiego New York Timesa. Jeśli tak wyznaczyć linię trendu, to do przełomu wieków demokracji było w Rosji coraz więcej, a przynajmniej nie mniej niż przedtem. Co do tego, że teraz nie ma w Rosji demokracji w ogóle to pełna zgoda. Nikt nie kwestionuje. Niestety. 2) liberałowie Czubajsa, Gajdara (na zdjęciu u góry fot. Tanya Makaeva, AP)), kremlowskiego dworu Jelcyna etc. po pierwsze mało byli liberalni, a po drugie faktycznie dość często stosowali zasadę "своя рубашка ближе к телу" (bliższa koszula ciału). Co nijak się ma do ich dzisiejszych niedobitków i pogrobowców tamtych lat. Wrzucanie wszystkich niekomunistonacjonalistów do worka "liberalni demokraci" jest nieuprawnionym uogólnieniem Biełkowskiego. 3) "rosyjscy demokraci nie chcieli oddać władzy partiom jawnie antydemokratycznym, nawołującym do obalenia systemu, to czyni jest tak samo antydemokratycznymi". To rozumowanie Biełkowskiego. Autor nie uważa najwyraźniej, że antydemokratyzm nie jest jedną z demokratycznych opcji, jest luką w demokratycznym systemie, luką znaną od lat `20 XX wieku. 4) pożywiom, uwidim. Putinowi z tylnego siedzenia może byc jednak niewygodnie... 5) rosyjska elita wstosunkach z sąsiadami nie kieruje się li tylko interesem ekonomicznym - jak sugeruje Stanisław Biełkowski. Dlatego właśnie na zapowiedź zwiększenia niezależności energetycznej przez Litwę Rosja buduje za dużą elektrownię w Kaliningradzie, dlatego Białoruś drży o dostawy surowców u progu zimy, dlatego Turkmenistan łączy się gazociągiem z Chinami. Po prostu, wbrew temu do czego usiłuje nas przekonać rosyjski politolog, Rosja używa ekonomii do realizowania interesów politycznych. A nie na odwrót.
niedziela, 03 stycznia 2010
Jeśli chcesz zobaczyć kawałek doskonałego filmu, świetnie wyreżyserowane kino znakomitego rosyjskiego reżysera, z wybitną muzyką ("wybitna" to nie jest ani trochę na wyrost)
ze zjawiskową Karoliną Gruszką (czy ja kiedyś napisałem na blogu słowo "zjawiskowa"? Chyba nie i to powinno zobrazować skalę komplementu)
w dodatku film opowiadający ciekawą historię i dotykający tego co my Polacy tłumaczymy jako Prawda (przez duże pe), a Rosjanie prędzej niż "prawda" powiedzieliby "istina". to idź do na "Tlen" (zob. strona oficjalna Кислород) Iwana Wyrypajewa. Naprawdę warto. Kto żyw do kina, ta okazja nie potrwa zbyt długo. Gdzie można zobaczyć: Warszawa - 5.01.2010 godz. 18:00, 6.01.2010 godz. 18:00 kino "Muranów" Kraków - 4.01.2010 godz. 21:15 kino "Pod Baranami" Poznań - 8.01 godz. 21:00, 10.01.2010 godz. 19:00, 12.01.2010 godz. 19:30 kino "Muza Wrocław - 8.01.2010 godz. 20:00, 10.01.2010 godz.18:00, 12.01.2010 godz. 18:00 kino "Warszawa" Łódź - 15.01.2010 godz. 20:10, 17.01.2010 godz. 18:20, 19.01.2010 godz. 18:00 kino "Charlie" Gdańsk - 15.01.2010 godz.20:15, 17.01.2010 godz. 18:30, 19.01.2010 godz. 18:30 G.C.F Neptun-Helikon-Kameralne Katowice - 22.01.2010 godz.20:30, 24.01.2010 godz.18:30, 26.010.2010 godz.18:30, kino "Światowid" Lublin - 22.01.2010 godz.20:30, 24.01.2010 godz.19:00, 26.01.2010 godz.19:00 kino "Bajka"
poniedziałek, 02 listopada 2009
Przychodzi wydawca poranny pewnej telewizji informacyjnej do roboty, siada przed depeszami, słucha radia, czyta gazety, patrzy - flauta. Nic się nie dzieje. Niedobrze - afery (hazardowa i "afera" stoczniowa) lecą na oparach, ludzie czekają na Wszystkich Świętych i byle co ich nie przykuje do ekranu telewizora. Wtem. Jest! Dobra zła wiadomość! (okrzyki i wrzawa w newsroomie). Grypa na Ukrainie. To jest - proszę ja was straszak pierwsza klasa. Niech się widzowie dobrze przestraszą. To zawsze dobrze robi oglądalności. - dawać mi to migiem na żółty pasek! Grypa na Ukrainie! - Jaka grypa? Groźna? - Groźna sroźna. Zabójcza grypa dawaj! - ale na Ukrainie? - Nie. Zabójcza grypa u granic Polski. Na żółto, z wykrzyknikiem i liczbą ofiar - ale czekaj, ofiary mi się nie zgadzają. Dwie mam na tę świńską, reszta to na zwykłą - Dawaj wszystkich. Grypa to grypa. Zabójcza grypa u polskich granic. Kilkadziesiąt ofiar. Migiem. No i poszło! Choć tego samego dnia było wiadomo że nei ma się czego bać w niczym nie szkodziło to największej stacji tematycznej w Polsce dmuchać w balonik paniki przez kilka dni martwego (nomen omen) sezonu wizyt na grobach. A wiecie co o tych rewelacjach myślą Lwowiacy? Wypowiedzi udzielił jednemu panu z Polskiego Radia przypadkowy przechodzień:
czwartek, 24 września 2009
Rzadko zdarza się, że między Polakami a Rosjanami zdarza się coś jednoznacznie pozytywnego. Coś co daje szansę zbliżeniu, symbolicznie łączy i daje nadzieję na pojednanie. Właściwie - o ile sobie dobrze przypominam w ciągu blisko trzech lat nie udało mi się napisać na tym blogu ani jednej jednoznacznie pozytywnej notki o stosunkach polsko- rosyjskich w tym duchu. Nie było okazji. Do dziś. Czas to nadrobić, jest dobry powódPrawosławni duchowni 24 września odbiorą z Jasnej Góry ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej. Zawiozą ją do cerkwi w Ostaszkowie. To miejscowość, gdzie więzionych było kilkanaście tysięcy Polaków, zamordowanych później w Twerze. Zakonnicy będą się modlili w ich intencji - napisała częstochowska "Gazeta" Niby nic? Prawosławni Rosjanie będą miec kopię obrazu Częstochowskiej Matki Boskiej u siebie? Wcale nie. To jest bardzo ważna i bardzo dobra wiadomość. Z kilku powodów. Nadzieja na pojednaniePo pierwsze - dlatego, że mało mamy symboli łączących polską i rosyjską kulturę w tak jednoznaczny i wzajemnie zrozumiały sposób. Nawet wspólny udział w ostatniej światowej wojnie takim symbolem nie jest i nigdy nie będzie. Po polskiej stronie zbiorowej świadomości wojna to trauma, początek zniewolenia, Katyń (etc. etc.) po rosyjskiej zaś - "Wielka Wojna Ojczyźniana", pobieda i początek potęgi (etc. etc.). Nie są i nie będą symbolami pojednania także: uczestnictwo we wspólnym bloku po II Wojnie Światowej, lub chociaż wydarzenia sportowe (Olimpiada w Moskwie? Kozakiewicz?), kulturalne ("Katyń" vs. "1612"?), ani nic innego co zwykle kształtuje naszą zbiorową tożsamość. Z Rosjanami potrafimy się poróżnić o wszystko. No prawie... Nie poróżnimy się o ten jeden obraz, który jest symbolem nam wspólnym, jest święty tak dla Polaków jak i dla Rosjan (niezależnie od naszej religijności). Dotarł do Polski z terenów ruskich, jego kopia wisiała do rewolucji w petersburskim Soborze Kazańskim. Ten obraz nas łączy. Nie dzieli. To daje nadzieję. Po drugie - zbliżenie polskiego Kościoła i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej jest elementem szerszej inicjatywy przerzucania mostów pojednania. Mówił o tym w Tok FM były minister spraw zagranicznych Polski Adam Daniel Rotfeld:
Rotfeld: Widzę szanse na dialog Cerkwi i Kościoła
Szczególnie zwracam uwagę na jedną rzecz - zbliżenie Cerkwi i Kościoła było możliwe m.in. dzięki zaangażowaniu polskiej ambasady i administracji Prezydenta FR. Tak się szuka porozumienia, nie zwarcia - to daje nadzieję.
Po trzecie - gdzie mamy szukać wzajemnego przebaczenia i zrozumienia jeśli nie w instytucjach, które mamy aby szukać przebaczenia i zrozumienia? Mamy dobre wzory tej drogi. Wystarczy je wykorzystać. Wybaczamy i prosimy o wybaczenie - tak do Niemców zwrócili się polscy biskupi dwadzieścia lat po wojnie, w której wina i cierpienie rozkładały się daleko bardziej nierównomiernie niż w stosunkach polsko-rosyjskich. To daje nadzieję. Po czwarte - chyba mamy już dość tych awantur. Tych sporów o to co nas boli, że z jednej strony zabory i rusyfikacja, że świadectwo upadku polskiej chwały i Konstytucji trzeciomajowej, że Ribbentrop i Mołotow, że Katyń, że poddaństwo i jarzmo. Z rosyjskiej strony - że słowiańskie zaprzaństwo Polaków, że Wielka Smuta, że "nawracanie" przez polskich jezuitów, że prozelityzm Jana Pawła II, że niewdzięczność za wyzwolenie. To, że jesteśmy zmęczeni tymi awanturami daje nam szansę przekroczenia bariery krzywd. Daje nam szansę, że tzm razem się uda porozmawiać. Daje nadzieję na pojednanie. Dawaj - pogawarimByć może jesteśmy parą starych znajomych, którzy już się pokłocili o wszystko i doszli do wniosku, że warto jednak siąść i pogadać o tym co nas boli, a potem sobie wybaczyć i iść dalej. Rozmawianie daje nadzieję. No to ja ją mam. W stosunkach polsko - rosyjskich nadzieja jest dziś Matką Boską Częstochowską.
piątek, 21 sierpnia 2009
|